Po długotrwałej hossie, w zaledwie kilku sesjach handlowych złoto i srebro odnotowały najsilniejszy spadek od lat. Skala załamania spowodowała rozważania o możliwej bessie szlachetnych kruszców. Jednakże podłoże spadku ich kursów – zmiana prognoz polityki Fed oraz czynniki techniczne – sugeruje, że to tymczasowy trend. Piotr Baszak z Freedom24 wyjaśnia, jak wygląda cykl metali szlachetnych i jak korzystają na nim spółki, na przykład KGHM.
Początek 2026 roku potwierdził prostą regułę rynków finansowych: nawet najbardziej stabilne trendy nie kończą się płynnie, lecz gwałtownie. Po przetestowaniu historycznych maksimów srebro szybko cofnęło się z poziomów szczytowych, a złoto zanotowało największy jednodniowy spadek od dłuższego czasu. Naturalnie, w reakcji na to zaczęły pojawiać się głosy o końcu hossy. Jeśli jednak uporządkujemy wydarzenia, przypominają bardziej klasyczną kombinację czynników makroekonomicznych i mechaniki rynku giełdowego niż odwrócenie trendu.
Koniec El Dorado?
Bezpośrednim impulsem do gwałtownego załamania kursów złota i srebra była zmiana oczekiwań wobec polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, związana z możliwą nominacją Kevina Warsha, zwolennika walki z inflacją, na stanowisko szefa Rezerwy Federalnej (Fed). Ta możliwość skłoniła rynek do rewizji scenariusza szybkich obniżek stóp procentowych, chwilowo umocnił się słaby dolar, wzrosła też rentowność amerykańskich obligacji. To kluczowe dla wyceny metali szlachetnych, które nie generują kuponu ani dywidendy, dlatego w takich warunkach kapitał odpływa do rządowych papierów wartościowych.
Drugim elementem był czynnik techniczny: podniesienie wymogów depozytowych dla kontraktów futures na giełdach towarowych jak CME. W takich sytuacjach inwestorzy korzystający z dźwigni finansowej są zmuszeni do szybkiego zamykania pozycji, co uruchamia kaskadę przymusowych sprzedaży. Tego typuwyprzedaż może sprawiać pozory załamania rynku.
Dodatkowo rynek srebra jest węższy i bardziej podatny na kapitał spekulacyjny, dlatego ucierpiał najmocniej. Po parabolicznym wzroście w 2025 roku realizacja zysków była niemal nieunikniona, a wraz z nią giełda przeszła z fazy FOMO do paniki – nie pierwszej zresztą w historii tych aktywów.
„Młodszy brat złota” dorasta. Cykl rynku metali
Złoto i srebro historycznie poruszały się w długich falach. Wzrost lat 70. był efektem szoku inflacyjnego, kolejny, na początku XXI wieku – industrializacji Chin, a hossę od 2020 r. coraz częściej interpretuje się jako skutek rosnącego długu publicznego, a także decyzji banków centralnych o zakupach kruszców.
Typowy schemat wygląda następująco: oczekiwania inflacyjne rosną, wraz z nimi umacnia się złoto, a ożywienie gospodarcze pobudza zainteresowanie srebrem. Po napływie kapitału spekulacyjnego następuje przegrzanie, gwałtowna likwidacja dźwigni i końcowo powrót do fundamentalnego wzrostu. Obecna sytuacja wpisuje się w tę logikę: rynek wydaje się przechodzić z fazy euforii do oczyszczenia.
Powrotowi do fundamentów sprzyja fakt, że srebro przestaje być postrzegane jako inwestycyjny „młodszy brat złota”. Jest ono kluczowym komponentem paneli fotowoltaicznych, elektroniki, półprzewodników, centrów danych oraz infrastruktury pojazdów elektrycznych. The Silver Institute od 2023 r. notuje trwający deficyt fizycznego srebra, ponieważ popyt rośnie szybciej niż produkcja.
To właśnie gospodarka będzie silnie oddziaływać na ceny kruszców. Poza jej wyżej wymienionymi gałęziami, mowa o szerszym infrastrukturalnym zapotrzebowaniu ze strony energetyki odnawialnej, sieci przesyłowych i systemów AI. Prognozy Międzynarodowej Agencji Energetycznej wskazują, że popyt na niektóre metale krytyczne może podwoić się do 2040 r. Dotyczy to również tych pozostających w cieniu złota i srebra. Platyna i pallad do tej pory reagowały głównie na cykl w branży motoryzacyjnej, a nikiel czy aluminium podążały raczej za koniunkturą przemysłową niż za nastrojami giełdy. Poza tym także miedź, która znajduje zastosowania w podobnych dziedzinach, co srebro, może korzystać z długoterminowych megatrendów silniej niż samo złoto.
Polskie srebro a europejscy gracze
Dla rodzimego rynku szczególne znaczenie ma KGHM Polska Miedź, największy na świecie producent srebra i jeden z globalnych liderów w wydobyciu miedzi. W modelu spółki pierwszy z tych metali jest produktem ubocznym wydobycia drugiego, co obniża jednostkowe koszty i zwiększa odporność na krótkoterminowe wahania cen. Firma pozycjonuje się więc jako ważny dostawca surowców niezbędnych do transformacji energetycznej, rozbudowy infrastruktury cyfrowej i centrów danych.
Podobne branże zaopatruje Umicore, belgijski koncern specjalizujący się w materiałoznawstwie, chemii i metalurgii. Zasadnicza różnica między nią a KGHM leży w modelu biznesowym: spółka nie eksploatuje kopalń, ale przetwarza kruszce i poddaje je recyklingowi. Dotyczy to np. niklu, manganu i kobaltu, wykorzystywanych w akumulatorach i elektromobilności. Jednocześnie Umicore „odzyskuje” lub rafinuje metale szlachetne takie jak srebro, złoto czy platyna oraz sama rozwija technologie.
Wspominając trzeci z powyższych surowców, warto przywołać brytyjską spółkę, silnie związaną z pierwiastkami z grupy platynowców – Johnson Matthey. W ostatnich latach sprzedała ona część biznesu związaną z materiałami do baterii. Obecnie koncentruje się na opracowywaniu katalizatorów, materiałów dla ogniw paliwowych oraz technologii wodorowych i związanych z redukcją emisji, zwłaszcza w transporcie. To sprawia, że jej koniunktura pozostaje cykliczna i wrażliwa na popyt w motoryzacji oraz na zmiany cen metali szlachetnych, jednak długoterminowo Johnson Matthey może skorzystać na opisanych wcześniej trendach gospodarczych.
Należy zauważyć, że trzonem działalności KGHM jest wydobycie, a technologie, które rozwija firma, są do niego wtórne. Rysuje się tutaj kluczowe rozróżnienie między potencjalnymi beneficjentami popytu infrastrukturalnego, z podziałem na dostawców surowców i producentów materiałów funkcjonalnych.
Zapotrzebowanie na metale – nie tylko szlachetne – rośnie wraz z rozwojem centrów danych, elektromobilności czy OZE. W tym kontekście firmy takie jak Johnson Matthey, Umicore i KGHM pozycjonują się jako kluczowe ogniwa w europejskim łańcuchu wartości. Choć samo złoto pozostaje głównie aktywem ochronnym, to właśnie zastosowania przemysłowe pozostałych metali mogą lepiej tłumaczyć lutową korektę, która nie musi oznaczać końca cyklu, lecz jego kolejną fazę.
Piotr Baszak, Freedom24
O Freedom24
Freedom24 to broker giełdowy łączący europejskich klientów z głównymi międzynarodowymi rynkami kapitałowymi. Korzystając z własnej platformy, oferuje inwestorom dostęp do szerokiej gamy akcji, funduszy ETF, obligacji korporacyjnych i rządowych oraz opcji na akcje z USA na rynkach amerykańskich, europejskich i azjatyckich.
Freedom24 posiada licencję CySEC i działa w ramach regulacyjnych MiFID II, obsługując wszystkie państwa UE/EOG, z fizyczną obecnością w 10 krajach. Freedom24 jest europejską spółką zależną Freedom Holding Corp., międzynarodowej grupy finansowej działającej w Stanach Zjednoczonych, Europie i Azji Środkowej, notowanej na giełdzie Nasdaq. Platforma Freedom24 jest dostępna dla użytkowników z Polski od 2021 r., a biuro przedstawicielskie w Warszawie oferuje im wsparcie w języku polskim.
Więcej informacji na https://freedom24.com/
Zastrzeżenie: Twój kapitał jest narażony na ryzyko. Wyniki historyczne nie zapewniają przyszłych rezultatów i nie ma gwarancji, że jakakolwiek strategia inwestycyjna osiągnie swoje cele. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy samodzielnie przeanalizować sytuację i rozważyć konsultację z wykwalifikowanym doradcą finansowym. Dostęp do niektórych instrumentów finansowych może wymagać przeprowadzenia testu odpowiedniości. Spółka może brać udział w obrocie instrumentami opisanymi w materiale jako strona transakcji lub dostawca płynności. Jednocześnie prezentowane rekomendacje i informacje mają charakter niezależny i nie są powiązane z jej pozycjami handlowymi. Podejmujemy wszelkie niezbędne działania w celu zapobiegania konfliktom interesów oraz zapewnienia obiektywności przekazywanych treści.
